Rozdział VI
Nierzadko zdarza nam się kłamać. Dziś mi to przypadło w udziale. Zapytana przez rodziców, gdzie też podziała się moja wypłata, wyminęłam gładko. To jeszcze nie ten czas. Ale teraz nie o tym. Istotniejsze jest to, co stało się później. Zbierałam się już do domu, gdy nagle poczułam znajome wibracje, któż to znowu? Pomyślałam, że to dobrze, iż mam wyciszony telefon. Rodzice próbowali mnie zatrzymać kawałkiem ciasta, czy propozycją wspólnego oglądania filmu, też coś. Bardzo uprzejmie, a zarazem stanowczo oznajmiłam im, że muszę iść, bo mam jeszcze dużo spraw na głowie. W odwecie na spojrzenie spod podniesionych brwi, które zaserwowała mi moja mama, odpowiedziałam wymijająco, iż spodziewam się gościa. Niech sobie myślą, że dalej z nim jestem, a co mi tam! Zadziwiająco szybko złapali przynętę.
- Idź, idź już skarbie, nie będziemy cię zatrzymywać. - odparła wspaniałomyślnie moja rodzicielka. Nie zamierzałam wnosić sprzeciwu.
Pożegnałam się z nimi, podziękowałam za spory kawałek ciasta czekoladowego i udałam się do wyjścia. Nie kwapiłam się, by schodzić z 9 piętra sposobem tradycyjnym, więc wybrałam windę. Mogłam tam również spokojnie odczytać SMS-a. Odblokowałam telefon. Numer nieznany. Pewnie jakieś promocje lub superoferty.
"Widziałem cię tam. Nie wnikaj w sprawę, dobrze ci radzę. N"
- Że co?! - pomyślałam. W jaką sprawę? Kto to jest ten pan "N" i gdzie mnie widział? Odpowiedź na te pytania miałam poznać dopiero za ładnych pare miesięcy.
W końcu doszłam do wniosku, że to jakieś głupie żarty i nie warto sobie tym zawracać głowy. Równocześnie moja kobieca intuicja podpowiadała mi, by nie usuwać tego SMS-a.
Moja wizyta u rodziców zakończyła się fiaskiem. Miałam im przecież powiedzieć o utracie pracy! Nie udało się... Tak pokierowali rozmową, że wiedziałam, iż gdybym im wyjawiła całą prawdę, to... byłoby ze mną źle. W najlepszym razie widziedziczyli by mnie. Och mama i tata- ludzie zasadniczy, nie przyjmujący do wiadomości, że mogą istnieć poglądy inne niż ich. Przekonałam się o tym dzisiaj po raz enty, gdy napomknęłam coś na kogo głosuję. To ci się zrobiła awantura! Uznali, że mam poprzestawiane w głowie. Nie zamierzałam dyskutować, a raczej - dolewać oliwy do ognia, więc szybko zmieniłam temat. Czemu ja muszę być taka uległa? O nie, nie chcę rozważać tego typu spraw, bo kojarzą mi się z relacjami... złymi, ze wszystkimi, nawet z przyjaciółmi. Chociaż... ostatnio się postawiłam, ale co mi to dało - ot utratę posady.
Dreptałam właśnie wzdłuż Marszałkowskiej. Tak wiem ta ulica i dreptanie to niezbyt pasujące połączenie, a wręcz kontrastowe. W wszechogarniającym zabieganiu ja - wolno idąca kruszyna wyglądałam conajmniej dziwnie. Spojrzałam na jedną z witryn sklepowych. Mój sposób rewizji tego typu obiektów jest nieco osobliwy. Nie patrzę na to co jest za szkłem, tylko "sprawdzam" swoje odbicie. Czy dobrze wyglądam, czy się nie garbię? Od dnia zależało, czy będą dwa "tak", czy też podwójne "nie". Mieszanych odpowiedzi nie przewidywałam, gdyż jedno zazwyczaj wpływało na drugie. Nie muszę mówić, który dzień był dzisiaj, chyba już zauważyliście, iż od kilku dni mój humor jest niezmiennie fatalny. Tragizuję? Może. Przypomniał mi się znajomy neon. Nie, to jeszcze nie ten czas. Póki co radzę sobie sama. Lustrując siebie po raz kolejny zauważam jednak to, co znajduje się po drugiej stronie. Jedna z topowych firm bieliźniarskich otworzyła właśnie nowy punkt sprzedaży- tu w samym sercu Warszawy. Kolorowe baloniki miały chyba oznajmiać promocję.
- Niech stracę. - pomyślałam. Wchodzę. Już na progu wita mnie urocza blondyneczka na szpileczkach, pokazująca swoje śnieżnobiałe uzębienie. Idealnie pospolita. Wciska mi do ręki kupon rabatowy i życzy miłych zakupów. Jej mina wyrażała jednak co innego- "Co ta biedaczka tu robi? I tak nic nie kupi." - zdawało się mówić jej spojrzenie. A może to tylko moje przypuszczienia? Tak, czy inaczej nie wyglądałam dziś najlepiej, jeśli chodzi o outfit. Czarny długi sweter, czarne obcisłe rurki i znoszone (zgadnijcie jakie!) conversy. Całość pięknie pasowała do moich hebanowych, ale krótkich włosów. No, przecież idealnie, czego ona ode mnie chce? Ironizowałam jak zwykle w myślach. Dobrze, zobaczmy co tu mają. Przeszłam od razu do części sklepu okraszonej napisem "promocja". Nie miałam bowiem ochoty spoglądać na wszechogarniające trzycyfrowe liczby na metkach. Gdy dotarłam do działu przeznaczonego dla ludzi o takich zasobach pieniężnych jak ja, wzięłam do ręki pierwszy lepszy biustonosz. Ładny krój, przystępna cena do tego ten śliczny szmaragdowy kolor... Tylko rozmiar za duży. Zaczęłam poszukiwania mniejszego. Bezskutecznie. Cóż najwidoczniej ten sklep jest przeznaczony dla bardzo kobiecych kobiet, to nie nowość! Już, już miałam zmierzać do wyjścia, gdy nagle ktoś chwycił mnie za ramię. Obróciłam się zdezorientowana.
- Kasia to ty? O cholera, co za spotkanie, a jednak!
O kurcze, zbladłam. Że też w całej półtora milionowej stolicy musiałam spotkać właśnie jego i to teraz, gdy zupełnie nie byłam na to gotowa. Cóż... jak pech, to pech. Wzięłam głęboki oddech. Mój rozmówca patrzył na mnie z nieschodzącym wciąż z twarzy uśmiechem. Pasowałoby się odezwać, niech sobie nie myśli, że zaparło mi dech w piersi na jego widok. Niedoczekanie!
- Proszę, proszę kogo moje oczy widzą. Pan Krętacz. To ty nie na spotkaniu z kumplami? Zadziwiające, że masz czas włóczyć się po sklepach z damską bielizną. - ironizowałam nie kryjąc niezadowolenia. Tak skarbie twoja obecność tutaj nie jest mi na rękę.
Marek zmarszczył brwi uśmiechając się równocześnie, udawał zawadiackiego. Pokręcił głową i posłał mi spojrzenie w stylu "Ej Kasia, co ty tworzysz...". Nie traktował mnie poważnie, no nie!
- Tak się złożyło dziwnie. Wygospodarowałem wolną chwilę. - odezwał się w końcu. Charakter jego wypowiedzi był przesycony sarkazmem. Uroczo. Spojrzał na mnie spod podniesonych brwi, oczy mu błyszczały. Kpił ze mnie.
- Daruj sobie, chyba już pójdę. - nie wiedzieć czemu chciałam to jak najszybciej zakończyć.
- Moje krętactwo było celowe. Jestem w mieście już kilka dni, a widzimy się po raz pierwszy. Myślisz, że to przypadek? A co jeśli to było przeze mnie sterowane? - to już bezczelność! Zaraz mu przemówię do rozumu.
- Wcale się nie spotykałeś z żadnymi kumplami tak? Chciałeś mnie tylko potrzymać w niepewności. - pierwsze zadałam pytanie, a później sama sobie na nie odpowiedziałam. Przybrałam bezbarwny ton, choć w środku miałam zamęt. Zaczęła do mnie dochodzić pewna prawda.
- To chyba było oczywiste. - potwierdził tonem mądrzejszego niż jest.
- Cóż...- zaczęłam
- Nie pozwolę ci teraz odejść. - oznajmił chwytając mnie jednocześnie za ramię.
- Jesteś bezczelny. - odważyłam się w końcu wyrazić moją myśl.
Uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Tęskniłem za tą częścią twojej osobowości. Co powiesz na małe zakupy? - szepnął konspiracyjnie. Że co? Jego już totalnie pogięło.
Spojrzałam na niego jak na wariata. Ponownie wzięłam głęboki oddech.
____________________________
Brakowało mi tej przerwy w pisaniu. Wracam z energią i nowymi pomysłami. Piszcie w komentarzach jak wam się podoba rozdział i ogólnie opowiadanie, co konkretnie. Będzie mi po stokroć milej jeśli się rozpiszecie :).
Pozdrawiam!
- Że co?! - pomyślałam. W jaką sprawę? Kto to jest ten pan "N" i gdzie mnie widział? Odpowiedź na te pytania miałam poznać dopiero za ładnych pare miesięcy.
W końcu doszłam do wniosku, że to jakieś głupie żarty i nie warto sobie tym zawracać głowy. Równocześnie moja kobieca intuicja podpowiadała mi, by nie usuwać tego SMS-a.
Moja wizyta u rodziców zakończyła się fiaskiem. Miałam im przecież powiedzieć o utracie pracy! Nie udało się... Tak pokierowali rozmową, że wiedziałam, iż gdybym im wyjawiła całą prawdę, to... byłoby ze mną źle. W najlepszym razie widziedziczyli by mnie. Och mama i tata- ludzie zasadniczy, nie przyjmujący do wiadomości, że mogą istnieć poglądy inne niż ich. Przekonałam się o tym dzisiaj po raz enty, gdy napomknęłam coś na kogo głosuję. To ci się zrobiła awantura! Uznali, że mam poprzestawiane w głowie. Nie zamierzałam dyskutować, a raczej - dolewać oliwy do ognia, więc szybko zmieniłam temat. Czemu ja muszę być taka uległa? O nie, nie chcę rozważać tego typu spraw, bo kojarzą mi się z relacjami... złymi, ze wszystkimi, nawet z przyjaciółmi. Chociaż... ostatnio się postawiłam, ale co mi to dało - ot utratę posady.
Dreptałam właśnie wzdłuż Marszałkowskiej. Tak wiem ta ulica i dreptanie to niezbyt pasujące połączenie, a wręcz kontrastowe. W wszechogarniającym zabieganiu ja - wolno idąca kruszyna wyglądałam conajmniej dziwnie. Spojrzałam na jedną z witryn sklepowych. Mój sposób rewizji tego typu obiektów jest nieco osobliwy. Nie patrzę na to co jest za szkłem, tylko "sprawdzam" swoje odbicie. Czy dobrze wyglądam, czy się nie garbię? Od dnia zależało, czy będą dwa "tak", czy też podwójne "nie". Mieszanych odpowiedzi nie przewidywałam, gdyż jedno zazwyczaj wpływało na drugie. Nie muszę mówić, który dzień był dzisiaj, chyba już zauważyliście, iż od kilku dni mój humor jest niezmiennie fatalny. Tragizuję? Może. Przypomniał mi się znajomy neon. Nie, to jeszcze nie ten czas. Póki co radzę sobie sama. Lustrując siebie po raz kolejny zauważam jednak to, co znajduje się po drugiej stronie. Jedna z topowych firm bieliźniarskich otworzyła właśnie nowy punkt sprzedaży- tu w samym sercu Warszawy. Kolorowe baloniki miały chyba oznajmiać promocję.
- Niech stracę. - pomyślałam. Wchodzę. Już na progu wita mnie urocza blondyneczka na szpileczkach, pokazująca swoje śnieżnobiałe uzębienie. Idealnie pospolita. Wciska mi do ręki kupon rabatowy i życzy miłych zakupów. Jej mina wyrażała jednak co innego- "Co ta biedaczka tu robi? I tak nic nie kupi." - zdawało się mówić jej spojrzenie. A może to tylko moje przypuszczienia? Tak, czy inaczej nie wyglądałam dziś najlepiej, jeśli chodzi o outfit. Czarny długi sweter, czarne obcisłe rurki i znoszone (zgadnijcie jakie!) conversy. Całość pięknie pasowała do moich hebanowych, ale krótkich włosów. No, przecież idealnie, czego ona ode mnie chce? Ironizowałam jak zwykle w myślach. Dobrze, zobaczmy co tu mają. Przeszłam od razu do części sklepu okraszonej napisem "promocja". Nie miałam bowiem ochoty spoglądać na wszechogarniające trzycyfrowe liczby na metkach. Gdy dotarłam do działu przeznaczonego dla ludzi o takich zasobach pieniężnych jak ja, wzięłam do ręki pierwszy lepszy biustonosz. Ładny krój, przystępna cena do tego ten śliczny szmaragdowy kolor... Tylko rozmiar za duży. Zaczęłam poszukiwania mniejszego. Bezskutecznie. Cóż najwidoczniej ten sklep jest przeznaczony dla bardzo kobiecych kobiet, to nie nowość! Już, już miałam zmierzać do wyjścia, gdy nagle ktoś chwycił mnie za ramię. Obróciłam się zdezorientowana.
- Kasia to ty? O cholera, co za spotkanie, a jednak!
O kurcze, zbladłam. Że też w całej półtora milionowej stolicy musiałam spotkać właśnie jego i to teraz, gdy zupełnie nie byłam na to gotowa. Cóż... jak pech, to pech. Wzięłam głęboki oddech. Mój rozmówca patrzył na mnie z nieschodzącym wciąż z twarzy uśmiechem. Pasowałoby się odezwać, niech sobie nie myśli, że zaparło mi dech w piersi na jego widok. Niedoczekanie!
- Proszę, proszę kogo moje oczy widzą. Pan Krętacz. To ty nie na spotkaniu z kumplami? Zadziwiające, że masz czas włóczyć się po sklepach z damską bielizną. - ironizowałam nie kryjąc niezadowolenia. Tak skarbie twoja obecność tutaj nie jest mi na rękę.
Marek zmarszczył brwi uśmiechając się równocześnie, udawał zawadiackiego. Pokręcił głową i posłał mi spojrzenie w stylu "Ej Kasia, co ty tworzysz...". Nie traktował mnie poważnie, no nie!
- Tak się złożyło dziwnie. Wygospodarowałem wolną chwilę. - odezwał się w końcu. Charakter jego wypowiedzi był przesycony sarkazmem. Uroczo. Spojrzał na mnie spod podniesonych brwi, oczy mu błyszczały. Kpił ze mnie.
- Daruj sobie, chyba już pójdę. - nie wiedzieć czemu chciałam to jak najszybciej zakończyć.
- Moje krętactwo było celowe. Jestem w mieście już kilka dni, a widzimy się po raz pierwszy. Myślisz, że to przypadek? A co jeśli to było przeze mnie sterowane? - to już bezczelność! Zaraz mu przemówię do rozumu.
- Wcale się nie spotykałeś z żadnymi kumplami tak? Chciałeś mnie tylko potrzymać w niepewności. - pierwsze zadałam pytanie, a później sama sobie na nie odpowiedziałam. Przybrałam bezbarwny ton, choć w środku miałam zamęt. Zaczęła do mnie dochodzić pewna prawda.
- To chyba było oczywiste. - potwierdził tonem mądrzejszego niż jest.
- Cóż...- zaczęłam
- Nie pozwolę ci teraz odejść. - oznajmił chwytając mnie jednocześnie za ramię.
- Jesteś bezczelny. - odważyłam się w końcu wyrazić moją myśl.
Uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Tęskniłem za tą częścią twojej osobowości. Co powiesz na małe zakupy? - szepnął konspiracyjnie. Że co? Jego już totalnie pogięło.
Spojrzałam na niego jak na wariata. Ponownie wzięłam głęboki oddech.
____________________________
Brakowało mi tej przerwy w pisaniu. Wracam z energią i nowymi pomysłami. Piszcie w komentarzach jak wam się podoba rozdział i ogólnie opowiadanie, co konkretnie. Będzie mi po stokroć milej jeśli się rozpiszecie :).
Pozdrawiam!
Przyciągnął mnie tu tytuł bloga i muszę przyznać, że opowiadanie ciekawe, zaintrygowało mnie :)
OdpowiedzUsuńhttp://sloiczeknutelli.blogspot.com/
O, w końcu się spotkali na żywo! Jestem ciekawa, co z tego wyniknie. :D
OdpowiedzUsuńA u mnie już kolejny rozdział :)
rozowykwiatlotosu.blgospot.com
Super ;) Czekam na dalsze rozdziały :)
OdpowiedzUsuńrobie kawe i zabieram sie za czytanie :)
OdpowiedzUsuńLubię gdy w opowiadaniu są rozmowy damko-męskie ;-) szczególnie te wywołujące uśmiech na ustach :-)
OdpowiedzUsuńsuper!
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńcoraz lepiej i coraz więcej :)
OdpowiedzUsuńzainteresowała mnie sytuacja
uwielbiam gdy w rozdziałach są dialogi
nie wiem czemu, ale lubię :)
pozdrawiam cieplutko myszko ;*
ayuna-chan.blogspot.com
całkiem tajemniczy rozdział
OdpowiedzUsuńkocham charakter bohaterki!
przyjemnie się to czyta, serio.
awsdhfj no czekam na następny!
ps w końcu jest 7 rozdział na który serdecznie Cię zapraszam słońce
http://hemmingseight.blogspot.com/
Coraz lepiej CI idzie :) Super blog :*
OdpowiedzUsuńjej ;3 Bardzo a to bardzo ciekawy post! *o* Uwierz będę zaglądac tu często! :)
OdpowiedzUsuńFajnie i ciekawie piszesz , podoba mi się :) Opowiadanie pod mój styl , myślę że znalazłbyśmy wspólny język połączenia życia codziennego i pióra :) Pozdrawiam :) http://nocmowi.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńno ja myślę że z nim nie pójdzie. ten cały Marecxek to kawał dupka. za grosz nie ma szacunku do jej czasu i do niej samej. co to znaczy że robił to celowo? się niby po co? żeby ją zdenerwować? sprowokować do irytacji... brak mi słów na takiego buraka.. no jak ona z nim pójdzie to po prostu uznam ją za głupiutka naiwna idiotkę....
OdpowiedzUsuńi jeszcze tamten SMS.. mnie by to przeraziło... ktoś ją widział... niewiadomo kto... a może to też jakiś chory pomysł mareczka...
zapraszam do mnie:)
www.czarnekrolestwo.blog.pl
Coraz bardzie wciąga:)
OdpowiedzUsuńChcę więcej!
[kiimir.blogspot.com]
Bardzo ciekawie piszesz:)
OdpowiedzUsuńhttp://mikijiu.blogspot.com/