Rozdział VII
- Chyba sobie żartujesz. - powiedziałam, nie kryjąc oburzenia. Co on sobie myśli, że ja jestem pierwsza lepsza? Chociaż z drugiej strony... co mam do stracenia? "Honor!" krzyczała moja podświadomość. O nie, czułam, że po raz setny popełnię ten sam błąd. Pójdę za nim z nadzieją, zaufam. Znowu spróbuję budować swoje szczęście na nieistniejących fundamentach. Ten proces to chyba naprawdę nie ma końca. Gdybym zmieniła swoje postępowanie, chciała postąpić niekonwencjonalnie, to zapewne wybiegłabym z tego sklepu, co sił w nogach. Ale nie... ja musiałam zachować się jak zwykle- jak idiotka. Czy to moja wina, że serce znów mi szybko bije? Czy moim zamiarem... eh, co tu dużo gadać. Gdy patrzę na ten jego uśmiech mam ochotę mu wszystko wybaczyć. Nie umiem teraz trzeźwo myśleć. Chwytając się resztek przyzwoitości oznajmiłam w końcu:
- Mamy sporo do omówienia. Czekam na wyjaśnienia.
Mój rozmówca przechylił głowę i utkwił we mnie swe spojrzenie, a wręcz mnie nim prześwietlał.
- Nie udawaj. Przecież ty się wszystkiego domyślasz, przyznaj to. Ta praca zaszkodziła co prawda trochę twej główce, ale nie da się człowieka inteligentnego uczynić idiotą. Nigdy. - odparł.
A właśnie, że się nie domyślałam. Krętacz pieprzony i tchórz! Przyznał, że jestem bystra... Ale jakim tonem! Nic się nie zmienił, dalej cham.
- Nie byliśmy związani żadną umową, toteż nie muszę ci niczego wyjaśniać. Zawaliłem. Tak! Ale czy to teraz ważne? Nie zmienię przeszłości. - mówił pewnym tonem, cały czas patrząc mi w oczy.- Przyjechałem tu dla ciebie, zrozum to!- że co?
- Teraz już nic nie rozumiem. - odparłam zmieszana. Bez sensu. Zrobiło mi się gorąco, a później zimno. Jak ten człowiek na mnie działał! To się w głowie nie mieściło. Położył mi rękę na ramieniu (dobrze, że nie gdzie indziej!). Teraz przywdział wyraz twarzy bolejącego. Aktor jeden, nie dam się nabrać!
- Sklep z bielizną to raczej nie jest odpowiednie miejsce na tego typu dyskusje.- syknęłam poirytowana, strzepując jednocześnie ze mnie jego dłoń.
- A dlaczego nie? - spytał z przekąsem, cofając się ostentacyjnie.
Przewróciłam oczami. Miałam nadzieję, że nikt nie przysłuchuje się naszej nie do końca normalnej konwersacji. Chciałam stąd wyjść, ale jednocześnie coś mnie tu przytrzymywało, albo ktoś. Druga opcja proszę państwa. Skierowałam wzrok na podłogę, a następnie zacisnąwszy usta w cieńką kreskę przeniosłam go spowrotem na niego.
- Czy to nie oczywiste? - marnie naśladowałam jego ton głosu.
- Nie komplikuj sobie życia mała... i przy okazji mi. To jak będzie? - patrzył wyczekująco.
- Niby z czym?! - spytałam podniesionym głosem. Grałam na zwłokę.
- Z naszymi zakupami! - wygłosił, jakby to było najbardziej oczywistą rzeczą na świecie. Teraz mnie na maksa zdenerwował.
- Jakimi naszymi? Do reszty zdurniałeś! Przyszłam tu kupić coś dla siebie, ale już mi sie odechciało. Wychodzę, cześć! - Obróciłam się na pięcie, ale Marek chwycił mnie za rękę.
- Co znowu? - wycedziłam
- Poczekaj chwilę...
- Na co?!
- Ci... - przytknął mi palec wskazujący do ust.
- Słucham. - odparłam zrezygnowana.
- Powiedz mi kochana, dla kogo chciałaś nosić bieliznę tu zakupioną? - spytał, nie kryjąc rozbawienia moją postawą.
- A co cię to obchodzi? Dla siebie! - jak on mnie irytował!
- No dobrze. Już myślałem, że... jakiś inny... - wybąkał zmieszany, nie wiedząc czy patrzeć się na ścianę, czy też na buty. O cholera- zazdrosny Marek! No, no... rzadko mi było dane widzieć go takim. Postanowiłam korzystać z okazji i "pocelebrować" tą chwilę nieco dłużej. Zmarszczyłam czoło udając, że coś sobie przypominam.
- Hmm... właściwie to istnieje taka ewentualność. Tak, chciałam kupić seksowną bieliznę z Intimissimi dla pewnego mężczyzny. - odparłam wybitnie aktorsko i o to chodziło. Pokiwałam głową. Patrzyłam z satysfakcją jak jego twarz zmienia wyraz, a zarazem kolor. Mamrotał coś niezrozumiale pod nosem. Postanowiłam ukrócić domysły.
- Chciałam ją kupić rok temu dla pana M, ale on nie docenił moich starań i zdradził mnie z panną P ! - tak, to była prawda. I w końcu miałam okazję mu o tym powiedzieć. Wyrzucić to z siebie i to jak! Klasa. Idealne zagranie. Zgasiłam go, jak parafinową świeczkę. Ale... równocześnie to strzał w moją skroń. Teraz wie... przyznałam się niejako, że był jedynym mężczyzną w moim życiu. Cóż, taka jest prawda. Nadszedł czas wyjaśnień.
- Kasiuniu... to nie było tak jak myślisz. Nigdy cię nie zdradziłem...
- Akurat! - przerwałam mu wchodząc w słowo
- ... psychicznie. Tamten jednorazowy eksces z Pauliną był efektem, hm, ja wiem, ze dwóch promili alkoholu we krwi. Pospolicie fizyczny kontakt, bez żadnych uczuć.
- Ty sobie kpisz, tak?
- Nie, skądże.
- Już nie żałuję, że wtedy z tobą zerwałam. Wychodzę! - obróciłam się i cała emanując złością pomknęłam w kierunku drzwi wyjściowych. Niektórzy ludzie swoimi minami zdradzili, że jednak słyszeli to i owo.
- Poczekaj, nie! - złapał mnie w połowie dystansu. Wyrwałam się szybko.
- Puść mnie!- krzyknęłam mu prosto w twarz. Nie oglądając się za siebie wtargnęłam na ulicę. Nie chciało mi się płakać, wcale. Po prostu przypomniałam sobie to wszystko. Że też musiał nasunąć się temat tej wstrętnej Pauliny, która niegdyś stała się gwoździem do trumny naszego związku. Wtedy zwalałam wszystko na siebie, katowałam się, jaka to ja jestem okropna i bezwartościowa. A ten mitu teraz wyskakuje, że to przez alkohol, akurat! Coś czuję, iż tej nocy nie będzie mi dane pospać za długo. Chyba łyknę nasenne, ale wpierw muszę się dostać do domu. Wsiadam w pierwszy lepszy tramwaj. Oby tylko jak najszybciej ulotnić się z tego miejsca. Zakładam słuchawki na uszy. Dobiega mnie głos soczystego, krwistego metalu. Tak, tego mi teraz było trzeba. Słucham tekstu o śmierci i robi mi się lepiej. Ale ta cholerna rana, która została dziś otworzona na nowo będzie, jak mniemam dawała o sobie znać jeszcze przez dłuuugi czas. Spoglądam za okno. Z początku nic, tylko szare budynki, lecz później... spostrzegłam małego chłopca stojącego na światłach. Gdy skierował twarz w moją stronę spostrzegłam, że to Chińczyk. Jeden z tych, których widziałam parę dni temu na moim osiedlu. Dziś wydawał się być taki smutny, ciekawe co go trapiło. "Witaj w klubie" - pomyślałam. A tramwaj ruszył dalej.
***
***
Tańczą w zwartym kręgu
Przednie odnóża składając błagalnie
Kogóż by tu zabić kogo zgładzić
To taniec modliszek kręgi swe zawiera
Krzyczą a nikt nie nadchodzi
Szarpią bo wokół tylko ciemność
Żadnej nadziei na posiłek
Znikąd wytchnienia
Jęły obrażać niewidocznych
A łakną to coraz bardziej
W końcu padają na ziemię
Bezsilne, ostygłe
I wciąż tak bardzo
Tak bardzo złe.
___________________________________________
PS: Dziękuję za mnóstwo miłych komentarzy, dzięki nim mam motywację do pisania. Cieszę się, że tyle osób czyta moje opowiadanie :)).
jak to dobrze że ona z nim nie poszła. jak cudownie mu dogadała... no megafon po prostu :)
OdpowiedzUsuńnawiasem dziękuję za komentarz :) zachęcam do rozpoczęcia czytania od pierwszej części. spis treści jest w zakladkach:) Powiadomis mnie o nowym rozdziale? :)
www.czarnekrolestwo.blog.pl
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńCzekałam na ten rozdział, fantastyczny, jak zawsze :)
OdpowiedzUsuńhttp://sloiczeknutelli.blogspot.com/
świetne zdjęcia :) !
OdpowiedzUsuńzapraszam do swojego bloga , dopiero zaczynam :D xhellofridayx.blogspot.com
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńEe... jakie zdjęcia...nie ma tu żadnych. Kopiuj wklej, co ?
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńNo i dobrze postąpiła, bo przez pewną chwilę myślałam, że z nim pójdzie. Do tego mieli rozmowę w naprawdę świetnym miejscu... Już sobie wyobrażam miny wszystkich obecnych w sklepie. ;) Ale naprawdę rozdział bardzo mi się spodobał~! ^^
OdpowiedzUsuńCzekam na następny rozdział :) podobają mi się twoje dialogi :P taki jezyk prosty a zarazem poetycki :D Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńhttp://nocmowi.blogspot.com/
Już mówiłam że podobają mi się twoje dialogi?
OdpowiedzUsuńnie ma to jak dyskusja w sklepie z bielizną ;)
bardzo pomysłowe sytuacje i kreatywne
rozmieszczanie akcji :) bardzo mi się podoba
jestem twoją wielką fanką! ^^
pozdrawiam cieplutko myszko ;*
ayuna-chan.blogspot.com
świetne opowiadanie :D
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
http://scream-of-future.blogspot.com/
aż jestem ciekawa co napiszesz w następnej części! :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam. [kiimir.blogspot.com]
♡
OdpowiedzUsuńDopiero wpadłam na bloga i podoba mi się tu, zacznę czytać od początku :)
OdpowiedzUsuńObserwujemy? :)
http://martynencjatestuje.blogspot.com/
Świetny rozdział, ale 'na maksa' wybilo mnie z klimatu :'(
OdpowiedzUsuńhttp://mikijiu.blogspot.com
Fantastyczny rozdział, czekam na następną część :)
OdpowiedzUsuńhttp://foxyladyme.blogspot.com