sobota, 18 lipca 2015

Rozdział IX

Rozdział IX

Miałam cholerne przeczucie, że coś jest nie tak. Zamiast iść do kuchni i zrobić sobie filiżankę herbaty, co z pewnością by mi pomogło po tym "dniu pełnym wrażeń" , od razu skoczyłam do telefonu, by odsłuchać nagranie. Drżącymi rękoma nacisnęłam przycisk. Głęboki oddech. Po drugiej stronie chwila ciszy, chrząknięcie.
- Dzień  dobry...- znajomy, bezbarwny ton, o nie, to mój szef!- ... powinna się pani spodziewać, że wcześniej czy później się do pani odezwę, nie lubię takich niedokończonych sytuacji. Chciałem panią poinformować, a raczej... wróć, chcę cię Kasiu zaprosić do współpracy przy moim nowym projekcie. Oddzwoń, by dowiedzieć się więcej. Liczę na odzew z twojej strony. Pozdrawiam i do usłyszenia! Adam Falski.
Skonsternowana odłożyłam słuchawkę. Co to miało być? "Po więcej oddzwoń", impulsów mu szkoda, a biedny to on nie jest, palant! Miałam wrażenie, że traktuje mnie jak idiotkę i chce wykorzystać. Niedoczekanie! I kto mu pozwolił zwracać się do mnie po imieniu? Bałam się wtedy już na prawdę. Dajcie mi wszyscy święty spokój! - pomyślałam zrezygnowana starając się zapomnieć o telefonie i zabrałam się za herbatę. Podświadomie jednak czułam, że o tym się nie da zapomnieć.
Żeby odwrócić jakoś swoje myśli od zawirowań dnia dzisiejszego, postanowiłam w końcu zrobić porządki w swoim pokoju. Otworzyłam pierwszą, lepszą szafkę i...o nie, co to tu robi. Piękna biała koperta, aż dziwne, że zachowała ten kolor, bo data na niej była dość odległa, kilka lat wstecz. Nadawcy się pewnie domyślacie. Akurat dzisiaj...w dzień, w którym wspomnienia wróciły do mnie z zdwojoną siłą. No dobrze, brnijmy w to dalej. Otworzyłam po raz nie wiem który i zaczęłam czytać; "Kochana Kasiu... Moje słoneczko". Niedobrze mi ! Szybko zabrałam list sprzed twarzy. Ładny był z niego bajerant. Zwykły kłamca jak oni wszyscy.
Przypomniała mi się pewna sytuacja sprzed trzech lat. Słodkie początki naszego tak zwanego związku. Byliśmy wraz ze znajomymi z liceum na biwaku, ot wypad pod namioty. Lipiec, upał, w pobliżu jezioro. Aura idealna na zakochania. Przewidywalnie do bólu. Głupia, naiwna ja i zawsze chętny on. Ale nie zakwaszajmy już na początek. Wtedy było "idealnie". Któregoś wieczoru, bodajże trzeciego dnia, zaproponował przechadzkę po lesie. Zgodziłam się, trochę z ciekawości, a trochę dlatego, że było mi tam na plaży zbyt gorąco, głupie wiem, ale jeśli już mam być szczera, to mówię jak było. Czy on mi się wtedy podobał? Trudno powiedzieć, może i uważałam go za przystojnego, ale bez przesady. Nie myślałam o nim po nocach, ani nic z tych rzeczy, ot kolega. W każdym razie widocznie ucieszył się, gdy się zgodziłam. Szliśmy ścieżką i rozmawialiśmy o muzyce. Może to nas połączyło? Ta jedna rzecz między nami, niewidzialne powiązanie, zbieżność czy jak to nazwać nigdy się nie zmieni. Zamiłowanie do muzyki klasycznej. Tak, właśnie o tym wówczas rozmawialiśmy. Argumentowaliśmy wartość "Jeziora Łabędziego" w porównaniu do "Dziadka do orzechów" . Śmiać mi się chce jak sobie to przypomnę. Trudno mi sobie wyobrazić, że w tak perfidnym człowieku tkwi coś tak niedorzecznego, niepasującego do reszty. Zawsze myślałam, że ludzie słuchający klasyku to jednostki odważne, szlachetne , a nie tchórze bez honoru jak on. A może tak miało być? Tamta sytuacja z lasu miała mnie zmylić, nakreślić nieprawdziwy jego obraz. Tylko po co? Boże, nie kpij sobie ze mnie więcej.
Po tej pasjonującej dla mnie wówczas rozmowie doszliśmy nad kwiecistą polanę. Zatrzymaliśmy się i spojrzeliśmy sobie w oczy. Miałam wrażenie, że widzę go wtedy po raz pierwszy. Widziałam go takiego... rozpromienionego, uśmiechał się zniewalająco, a oczy mu błyszczały. Stwierdziłam wówczas, że jest po prostu piękny i czemu ja tego wcześniej nie zauważyłam. Chwilę później powiedział to mi. Oczywiście bez tej drugiej części, bo przyznał, że podobam mu się on dawna. Zarumieniłam się. Uznał, że to słodkie. Zapytał się, czy będziemy razem. Ja, rozemocjonowana pod wpływem chwili oczywiście zgodziłam się. Serce mi biło jak szalone. Czułam wtedy pełnię szczęścia. Dopiero dziś widzę, jaki miałam owej pełni skrzywiony obraz. Wróciliśmy trzymając się za ręce. Wszyscy już wiedzieli co jest grane, uśmiechali się tylko pod nosem. Mieli miny w stylu "Czuliśmy to od dawna".
Dziś mam wrażenie, że zbyt szybko mu uległam. Może, gdybym się wtedy nie zgodziła i pozgrywała trochę niedostępną, to nie znudziłby się tak szybko i dbałby o mnie dłużej. Ale nie, ja zawsze muszę wszystko od razu. Jak kocha to poczeka- nigdy tego nie zrozumiem! Akurat tego w sobie nienawidzę; zakochiwania się w pięć minut. Jedna sytuacja, a ja już snuję plany, jak to będzie, wyobrażam sobie męża i dzieci. A ja przecież nie chcę mieć dzieci! No właśnie.
Teraz, gdy lat mam już trochę więcej i niejedno mnie spotkało, to zmieniło się właściwie niewiele. Na dodatek odczuwam jeszcze taką swoistą pustkę, którą nie idzie niczym wypełnić. Podświadomie domyślam się co to takiego, ale odsuwam od siebie tą zdradziecką myśl. Nie jestem jeszcze gotowa, może kiedyś, ale nie teraz. Muszę się nauczyć z tym jakoś żyć.

Jak można tyle żyć martwym będąc
to czysta egzystencja
chodzisz, wracasz, myślisz
i dalej nic
on cię woła
nie udawaj dłużej
on wie, że słyszysz
on wie, że tęsknisz
i ciągle czeka
aż zauważysz to ty
zrezygnowany
z nadzieją poprosisz
i otrzymasz
siedem razy więcej niż chcesz

W sumie to chciałabym się teraz rozpłakać, ale nie mogę. Coś się we mnie zablokowało. Odkładam ten zdradziecki list. Nie wiem już, co ze sobą zrobić. W szafce poniżej znalazłam do połowy pełną paczkę papierosów. W sumie co mi zależy- pomyślałam. I zapaliłam. Na początku trochę się dusiłam, ale po chwili doszłam do wprawy. Lata praktyki. Miało zrobić mi się lepiej, a było tak samo, a na dodatek śmierdziałam dymem. Nie mogłam sobie pozwolić na powrót do palenia, zwyczajnie mnie było na to nie stać. Właśnie pieniądze! Sprawdziłam stan konta i chwilę później pożałowałam tej decyzji. Zostało mi niecałe sto złotych do końca miesiąca. Ale po co ja to liczę, wypłaty już nie mam. Desperacja, desperacja.
- Dzwonię do Adama. - powiedziałam sama do siebie.
Zaraz jednak stuknęłam się w głowę. Nie, nie mogę. Stwierdziłam, że ta sprawa wymaga dłuższego rozważenia oraz doradcy. Usiadłam przy stole, zapaliłam kolejnego i wysłałam SMS-a do Agnes. Tylko ona mogła mi coś w miarę sensownego doradzić, chociaż po jej ostatnich ekscesach, to już niczego nie mogłam być pewna. Wyjęłam także wino z barku. Zrobimy sobie babski wieczór. Nie znosiłam tego określenia, kojarzyło mi się z wysokimi obcasami, różami i paniami w średnim wieku, które żalą się na swych zdradzieckich mężów. A my mamy po dwadzieścia lat i całe życie przed sobą! No cóż, jak widać czasem i takim osobom się przydaje taka narada. Może faktycznie kupić róże i wsunąć szpilki? No nie, to już byłby szczyt pozerstwa. Kaśka ogarnij się!

czerwone wino jak dusza
sączy się powoli
białe jak łzy
nadmiar ich szkodzi
kobiece serce wciąż pragnie
nienasyconej miłości
zbyt mokro na pustyni
zbyt sucho w morzu
powiedz tylko "pragnę"
a wróci znów czerwone
twoje osobiste ja

15 komentarzy:

  1. Oj, widać, że Kaśka panikuje... Fajna retrospekcja, trochę się wyjaśniło. Jestem ciekawa następnego rozdziału~ ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj ta Kaśka, chyba sama się już gubi. Uwielbiam Twój styl pisania, jest taki prosty, a zarazem ciekawy. Czekam na więcej!!
    Pozdrawiam:)
    [kiimir.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  3. O nowy rozdział jak fajnie zaraz zabieram się za czytanie :D
    http://foxyladyme.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy post . Koncówka najbardziej mi się podoba Kaśka ogarnij się! ;)
    Czasem trzeba się ogarnąć nawet jak się nie chce aby coś osiągnąć ;)

    flarri.blogspot.com Zapraszam . Nowy Post !!

    OdpowiedzUsuń
  5. super :) uwielbiam momenty
    zaskoczenia i również takie, ktore uwalniają
    emocje :) świetny rozdział kochana <3
    wydaj ksiażkę błagam <3
    pozdrawiam cieplutko myszko :*
    ayuna-chan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. no fakt... za dużo się wydarzyło ostatnio w życiu Kasi by ot tak mogła usiąść i spokojnie napić się herbaty.... jęszxze ta koperta i wiadomość od byłego szefa... ojjjjj biedna ona, biedna...

    www.azylstracencow.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  7. no fakt... za dużo się wydarzyło ostatnio w życiu Kasi by ot tak mogła usiąść i spokojnie napić się herbaty.... jęszxze ta koperta i wiadomość od byłego szefa... ojjjjj biedna ona, biedna...

    www.azylstracencow.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem ciekawa co Kasia dalej zrobi... :)
    Czekam na więcej!

    http://mikijiu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem ciekawa co Kasia dalej zrobi... :)
    Czekam na więcej!

    http://mikijiu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem ciekawa co Kasia dalej zrobi... :)
    Czekam na więcej!

    http://mikijiu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny rozdział, cudowne są te wstawki, całość tworzy super klimat :) Więcej proszę!
    http://sloiczeknutelli.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedy następny rozdział? :)
    http://foxyladyme.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń